Powrót do nowości
Lore Świata

Spotkanie IV: Pieśń Aigam i Dzieci Popiołu

Damian
Spotkanie IV: Pieśń Aigam i Dzieci Popiołu

Vaelin odstawił karafkę z błękitnym winem na bok, pozwalając, by delikatny aromat jałowca i magii wypełnił przestrzeń między wami. Przysunął fotel bliżej ognia, a płomienie odbiły się w jego oczach, które nagle przestały wydawać się zmęczone. Wręcz przeciwnie – biła z nich pasja kogoś, kto pilnuje największego skarbu świata: prawdy.

Twoja wytrwałość, wędrowcze, jest doprawdy godna podziwu - zaczął ciepłym, niemal ojcowskim tonem. - Inni zadowolili by się powierzchownymi bajkami o rycerzach i potworach. Ty jednak wracasz po czwartą lekcję. Widzisz, historia to nie tylko daty. To blizny na ciele świata. Dzisiaj opowiem ci o kolejnej.

Zamknij oczy i zapomnij wszystko co wiesz o dzisiejszym świecie, spróbuj wyobrazić sobie nasz świat sprzed eonów. Zapomnij o dymiących kominach miast, o prawie zapisanym na pergaminie, o granicach wyznaczonych przez słupy. Wieki temu świat był pieśnią. „Pierwotny Język”, o którym wspominają moje kroniki, nie składał się ze słów, które można uwięzić atramentem. To był impuls. Czysty, drżący rezonans. Jeśli chciałeś ognia, nie recytowałeś jałowych formuł - czułeś jak gorąco powoli rozlewa się w piersi, aż w końcu powietrze wokół ciebie zaczynało płonąć z czystej empatii do żywiołu.

Jednak melodia nie była przeznaczona dla naszych uszu. Nie na początku.

Aigam należał kiedyś do istot starszej krwi. To był czas Drasydów, Leśnych Tropicieli i pierwotnych Druidów. To oni są pierwotnymi dziećmi tej krainy. Drasydi, noszący w sobie żar smoczych przodków, nie musieli się uczyć magii - oni byli jej ucieleśnieniem. Leśni Tropiciele poruszali się w splotach eteru tak naturalnie, jak my oddychamy. Dla nich świat był spójną, tętniącą melodyjną całością.

A my? Ludzie?

Byliśmy tylko błędem statystycznym. Dziećmi popiołu i przypadku, rzuconymi w świat, który nas nie potrzebował. Przez stulecia, a może i milenia, nasi przodkowie byli prymitywni, skuleni w jaskiniach, a przy tym przerażeni każdym jednym grzmotem, który dla Drasydów był jedynie niskim tonem w wielkiej symfonii natury. Byliśmy też głusi na „Pierwotny Język”. Minęły wieki, zanim ludzki umysł wyewoluował na tyle, by przestać tylko uciekać przed magią i zacząć ją… słyszeć.

Dopiero gdy ludzkość zaczęła powoli wypełzać z cienia starszych ras, pojawili się Egzaltowani. To byli pierwsi z nas, których Iskra płonęła wystarczająco jasno, by przebić się przez naszą biologiczną głuchotę. Byli prekursorami dzisiejszego Kręgu, ale ich potęga była surowa, nieociosana i… przerażająca.

Byli rzeźbiarzami rzeczywistości. Nie bali się magii, bo w swojej naiwnej, ludzkiej arogancji wierzyli, że człowiek może być naczyniem, przez które bezkarnie przepływa moc Żywiołów-Matek. Chcieli dorównać Drasydom w ich naturalności, ale nasze ciała nie były do tego stworzone. Egzaltowani płacili za to najwyższą cenę - ich człowieczeństwo rozpadało się pod naporem rytmów, których nie potrafili do końca zanucić.

Wśród ludzi narodził się lęk. Lęk, że ta nowo odkryta potęga nas spali. Że Egzaltowani, w swoim dążeniu do symbiozy ze starszymi rasami, zapomną o tych, którzy wciąż siedzą przy ogniskach, bojąc się nocy.

I tak narodził się Krąg Żywiołów. Nie jako szkoła magii, ale jako system bezpieczeństwa.

Wydarzenie, które nazywamy „Nocą Złamanych Iskier”, było momentem, w którym ludzki pragmatyzm wygrał z mistycznym uniesieniem. Założyciele Kręgu, używając skomplikowanych run i pierwszych “pieczęci”, nałożyli na Melodię Aigam kaganiec. Stworzyli gramatykę tam, gdzie wcześniej była tylko emocja. Odcięli nas od bezpośredniego kontaktu z Żywiołami, tworząc bezpieczną, sterylną barierę.

Egzaltowani, ci, którzy nie chcieli stać się „urzędnikami eteru”, zostali zepchnięci w cień. A ich potęga? Cóż… plotki o Cichych Komnatach, gdzie ich esencja wciąż zasila fundamenty wież Kręgu, to temat na inną opowieść. Oficjalnie: uratowano ludzkość przed nią samą. Nieoficjalnie: Magowie zamienili wolność na stabilizację.

Vaelin przymknął oczy, a błękitne wino w jego pucharze przestało pulsować magicznym światłem, stając się zwykłym, ciemnoniebieskim płynem.

Gospodarz nachyla się do ciebie i szepcze - Drasydi wciąż na nas patrzą i widzą dzieci, które bawiły się instrumentem, którego nie potrafiły nastroić, więc go połamały i użyły kawałków do zbudowania ogrodzenia. Krąg Żywiołów dał nam porządek, ale sprawił, że Pieśń Aigam stała się dla nas tylko odległym echem.

Poklepując cię po ramieniu starzec wlewa wina w twój pusty kubek, tym razem uśmiechając się lekko.

Cieszę się z twoich odwiedzin. Prawda bywa gorzka, ale tylko ona pozwala zrozumieć, dlaczego dzisiejsze frakcje tak bardzo się nienawidzą. Czekam z niecierpliwością na twoje kolejne odwiedziny i mam nadzieję, że następnym razem to ty poczęstujesz mnie napitkiem.

korekta tekstu:

Agata Kwiecień i Monika Jóźwiak-Bociąg