Czekałem na Ciebie - Kroniki Królestwa

Wspinając się po kamiennych schodach, zastanawiałeś się czy ta wyprawa była rozsądną decyzją. List, który otrzymałeś nie zdradzał zbyt wiele, papier był stary, a pieczęć pochodziła jeszcze z czasów panowania Alderyka II.
Wiedziony ciekawością, postanowiłeś odpowiedzieć na wezwanie. Wieże skryptorium wznosiły się samotnie w wschodniej części stolicy. Dwanaście kamiennych symboli upadłej epoki, każda poświęcona jednej z 12 wielkich frakcji. Nocny wiatr niósł ze sobą niepokojące szepty, a wątłe światło świec z trudem opierało się przeciągom.
Docierając na miejsce, czujesz jak serce bije ci szybciej. Wspinaczka była długa, a schody wąskie i wytarte przez setki stóp. Stajesz przed dębowymi drzwiami, z wnętrza wycieka ciepłe światło kominka.
Witaj wędrowcze
Vaelin obraca się przez ramię witając cię w wejściu.
Czekałem na Ciebie…
Starzec z trudem wyprostował przygarbione plecy, podszedł do regału uginającego się pod ciężarem wieków i wyciągnął opasłe, poczerniałe tomiszcze. Jego sękate dłonie, umazane czernią sadzy i tuszu, z niemal nabożną czcią dotknęły grzbietu zdobionej kryształem księgi. Na jego piersi, zawieszony na grubym sznurze, rytmicznie bujał się prosty stalowy klucz do archiwów - jedyny atrybut władzy, jaki pozostał w tym porzuconym miejscu.
Przez dekady Vaelin trwał jako świadek historii. Pamiętał czasy, gdy Merkaba - dwunastoramienna gwiazda - lśniła pełnym blaskiem, a w jej centrum niezłomnie trwał Król. Władca był niczym słońce, wokół którego krążyło dwanaście sił. Rozgrywał ich ambicje tak misternie, że nienawiść i rywalizacja służyła pokojowi, a strach przed stratą powstrzymywał otwarte konflikty. Serce gwiazdy jednak przestało bić. Król odszedł w mroku niewyjaśnionej śmierci, a wolne od jego wpływu ramiona Merkaby zaczęły szarpać królestwo w dwunastu różnych kierunkach.
Kiedy skryba wertuje starą księgę, dostrzegasz w jego oczach to, czego inni woleli nie widzieć: drżenie palców zdrajcy ściskającego ukryty sztylet i cienie nieumarłych pełzające za plecami bohaterów, słyszysz szepty i knucia maskowane uściskiem dłoni. Siadając naprzeciw Vaelina wkraczasz do królestwa w którym panuje czerpany papier, a orężem są słowa, często tnące głębiej niż uderzenie barbarzyńskiego topora. Uwięziony między prawdą a legendą, starzec metodycznie spisywał kolejne czyny i wydarzenia, zdrady i sojusze. Trwał tu w oczekiwaniu na kogoś, kto odważy się zmienić bieg historii i dostarczy mu ostatecznego powodu, by raz jeszcze zanurzył pióro w atramencie i zapełnił stronice księgi.
Starzec powoli podnosi wzrok z nad pustych stron Kronik Królestwa… Wasze spojrzenia się spotykają
Czekałem na Ciebie…
Czujesz jak jego słowa niosą się echem, aż do fundamentów.
Czytaj dalej:
Spotkanie V: Pierwszy Stos
W wieży panował półmrok. Knot świecy skwierczał cicho, jakby chciał coś wyznać, gdy Skryba sięgnął po księgę w oprawie barwy smolistej czerni - szorstką, wypaloną z wszelkiej wilgoci. - Przybliż dłonie do ognia, póki to ciepło jest jeszcze przyjazne. Bo opowieść, którą dziś usłyszysz, wyryto w popiele i hartowano w bólu.
Spotkanie IV: Pieśń Aigam i Dzieci Popiołu
Zanim powstały królestwa i prawa spisane na pergaminie, świat był melodią. Pierwotny rytm, nie składał się ze słów - był czystym impulsem, rezonansem tak głębokim, że ogień płonął nie z formuł, lecz z empatii do żywiołu. Tę melodię słyszeli Drasydzi i Leśni Tropiciele, starsze dzieci tej krainy, dla których magia była oddechem. A my, ludzie? Byliśmy dziećmi popiołu i przypadku, głuchymi na symfonię świata. Minęły milenia, zanim nasze umysły przestały uciekać przed magią i zaczęły jej słuchać.